Codzienne życie z epilepsją, Zespołem Downa, rodziną i medyczną marihuaną. Przemyślenia, doświadczenia, fakty i opinie. Miejsce, gdzie można zostawić kawałek wiedzy i kawałkiem wiedzy się poczęstować. Tu ładujemy sobie nawzajem baterie i robimy, co możemy (wspólnie), aby leczenie MM było legalne, ogólnodostępne i tanie.
Strony
sobota, 12 grudnia 2015
Nieparlamentarnie…...
Kilka refleksji z ostatnich 24 godzin…
Wczoraj odbyliśmy dwa ważne spotkania…
Byliśmy w CZD na "rutynowej" wizycie w celu uzyskania pozwoleń i recept na kontynuację leczenia i….
Kto mi odpowie na pytanie dlaczego chore dziecko musi ponosić OGROMNE koszty aby móc być leczonym???
Sama podróż w jedną stron - bilans 5 napadów toniczno klonicznych…
Wizyta w CZD 2 napady TK ( cóż za zbieżność skrótów)
Powrót tego samego dnia 4 kolejne napady TK..
Co było tego warte? otóż to koszt uzyskania pozwolenia na dalsze leczenie. Mam ogromny żal do CZD za to, że stawia się nas w sytuacji podbramkowej, że pomimo iż wcześniej powiedziałam doktorowi o pogorszeniu się stanu zdrowia Maxa i o braku leku NIC TO NIE DAŁO I NICZEGO NE ZMIENIŁO!!! Mało tego…musiałam podpisać zgodę na eksperyment medyczny bo w przeciwnym wypadku bym zgody nie uzyskała… Płakać mi się chce, bierzemy udział w farsie i jakiejś chorej tragikomedii … musiałam "wywalczyć" zmianę w zapisach mówiącą o tym, że Max dostaje 27 mg CBD na kg masy ciała bo eksperyment wymaga podania maksymalnie 20 mg!!!
To żałosne… musiałam wywalczyć sobie prawo do leczenia na ustalonym poziomie wbrew :" z palca wyssanym" normom!! Jakim prawem ktokolwiek , ma decydować o tym jak mamy kontynuować ustalone, wypracowane i względnie skuteczne leczenie???
Jaka ja jestem tym wszystkim podminowana i rozgoryczona!!!
Podpisałam ten cholerny papier bo mniej jestem aktywistą niz matką :( ale krew mnie zalewa , że muszę na takie kompromisy chodzić….
Później pojechaliśmy do Sejmu… na spotkanie z Pawłem Kukizem i z Liroyem…
Zależało mi na tym aby politycy zobaczyli żywego człowieka…aby nabrali osobistego stosunku do sprawy o jaką walczymy.. Muszę uczciwie przyznać, że Paweł Kukiz i Liroy naprawdę rzetelnie poświęcili nam czas i uwagę…
Paweł sam ma chore dziecko, więc czułam Jego empatię i zaangażowanie ale co ciekawe ( dla mnie ) to było pierwsze spotkanie z politykami, którzy nie mydlili oczu i mówili w twardych słowach jak jest….
Usłyszałam między innymi radę od Pawła… Zajmij się dzieckiem i pi…..ol system !!! ok, może nie tak to ujął semantycznie …ale dokładnie tak to zabrzmiało logicznie…
Uzyskaliśmy zapewnienie, że jeśli złożymy projekt ustawy obywatelskiej to uzyskamy wsparcie dla sprawy.. i tak już wspieranej…
Tyle wczoraj …a co dzisiaj…
Otóż dzisiaj mam mdłości…. dosłownie rzecz ujmując rzygać mi się chce….
Politykom udało się po raz kolejny podzielić naród na tych prawdziwych Polaków i na tych nieprawdziwych…
Ludzie wychodzą na ulicę i bronią swoich przekonań jakby nie pomni jednej rzeczy…
Politycy z każdej strony MANIPULUJĄ I UGRYWAJĄ SWOJE SPRAWY!!!
Czy naprawdę myślicie , że jakakolwiek opcja polityczna jest naprawdę nastawiona na rzecz ludzi?????
Czy Wy drodzy rodacy naprawdę nie widzicie, że jesteśmy wszyscy równo ładowani od tyłu i to bez mydła ?????
Każdy ma swoje racje jak dziurę w tyłku- KAŻDY WŁASNĄ !!!
Bronimy demokracji?? Ok, ja jestem cholerną demokratką ale jakoś odnoszę nieodparte wrażenie, że nie o demokrację idzie a o władzę i wpływy określonej grupy politycznej…
Wychodzimy na ulicę i manifestujemy poparcie… dla kogo??
Po każdej stronie są ludzie dobrzy i źli, po każdej stronie są akty światłe i akty godne schowania w najskrytszym mroku.
PO nas przewalało "ośmiorniczkami" a PiS nas raczy katotalibanem… Oczywiście znajdą się i zwolennicy ośmiorniczek i zwolennicy katotalibanu…ale ja nie o tych chcę pisać…
Mnie jako zwykłego zjadacza kapusty nie obchodzą rozgrywki na szczycie i obrzucanie się błotem…mnie interesuje realne rozwiązywanie spraw zwykłych ludzi…
Do takich spraw zaliczam prawo do wybór sposobu leczenia, prawo do terapii niestandardowych, prawo do leczenia skutecznego, taniego i LEGALNEGO!!
Na mdłości mnie bierze kiedy widzę starszych ludzi okładających nieetycznego dziennikarza różańcem i krzyżem!!
Rzygać mi się chce kiedy dzisiejsza opozycja walczy o demokrację skoro zaledwie parę miesięcy temu mieliście mnie jako obywatela i przedstawicielkę innych obywateli głęboko w poważaniu!!
O co walczycie chce zapytać ???!!! o miejsce przy korycie??
To pytanie kieruję do wszystkich!! do PiS i do PO !!
Was się pytam!!@ Kiedy pochylicie się nad losem zwykłych ludzi!!
czy nadal PKB będziecie ratować "szarą strefą" ???
Kiedy zejdziecie z piedestałów partiokracji i zajmiecie się realnymi - choć w waszym mniemaniu - nieistotnymi sprawami???
Walczycie o Trybunał Konstytucyjny - super - kiedy zatem macie zamiar pochylić się nad zapytaniem sygnalizacyjnym w sprawie marihuany leczniczej??
Panie Kaczyński!! przeczytał Pan moje pismo i poprosił Pana Latosa o "należyte potraktowanie sprawy" I co???? co jest należyte?? OLANIE NAS NA CAŁEJ LINII?????
Panie Noumann… Czy nadal będzie Pan pierdoły opowiadał o braku badań nad marihuaną czy po prostu zechce Pan zauważyć żywych ( jeszcze ) ludzi????
Panie Petru!!! a może zamiast gadać zacznie Pan coś robić w sprawie chorych i cierpiących??
Wiecie co???
Rzygam już samym słowem POLITYK - nie wspominając o niektórych ludziach kryjących się pod tym hasłem.
ZRÓBCIE COŚ DLA LUDZI A NIE DLA SWOICH INTERESÓW…MNIEJSZYCH LUB WIĘKSZYCH!!!!
Większość narodu wam nie wierzy i dlatego ( choć ja tego nie popieram ) nie chodzi na wybory… Wy nas macie w dupie po wyborach a my was mamy w dupie przed wyborami…
Zmieńcie to w końcu i zamiast mieć gęby wypchane frazesami zacznijcie realnie działać w tych najmniej spektakularnych obszarach…..
czwartek, 10 grudnia 2015
Farsę utrzymajmy przy życiu...
Zasadniczo jestem wściekła…
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19326291,dzis-rozdanie-nagrod-grand-press-przedstawiamy-nominowane-teksty.html#ixzz3txAFyHmj
Wkurza mnie farsa w jakiej biorę udział…
Boli mnie koszt farsy jaki poniesie Max…
Czekam na dzień, kiedy ta farsa się skończy…
Jutro skoro świt wyrwę Maxia ze snu, nakarmię ledwie przytomnego i zaspanego brzdąca, zapakuję Jego , siebie i Tatusia do samochodu i cała rodzina wybierzemy się w podróż do Warszawy na wizytę w CZD!
To właśnie nazywam farsą !
Jedziemy tam po kolejne recepty i pozwolenie na kontynuację leczenia!
Zastanawiam się po kiego diabła biorę udział w tej farsie skoro recepty z 19 sierpnia do dzisiaj nie mogę zrealizować!!
Aaaaaa…no wiem po co jadę! przecież dostanę nowe POZWOLENIA na ratowanie zdrowia dziecka!!
Jeśli krew mnie nie zaleje od tego cyrku to będzie dobrze!
Do tego dr Kuczyński się na mnie obraził bo poprosiłam abyśmy byli przyjęci możliwie najpóźniej skoro jedziemy TYLKO po pozwolenia i recepty.
Do Warszawy jedziemy ponad 4 godziny…wizyta jest na 12.00. Maxa obdzę około 5.30-6.00 aby się wyrobić ze wszystkim…. gdyby wizyta mogła być o 14.00 Max by nie musiał być zrywany ze snu… OK, Ok… ktoś powie!! wielka mi sprawa obudzić dzieciaka trochę wcześniej….
Niestety …w przypadku Maxa to naprawdę wielka sprawa bo po ostatnim kryzysie znowu Misiunio zasypia około 2 w nocy…..
No dobra… Doktor się obraził, bo powiedziałam, że wizyta będzie bardzo krótka bo i tak niczego nowego nie wniesie…. Tak niestety jest.. kiedy Max się zaczął sypać i powiedziałam o tym doktorowi przez telefon to usłyszałam jedynie, że nic nie może zrobić tylko mamy przyjechać po receptę 11 grudnia….
Jak ja mam dość tego wszystkiego!!! Gdzie my do cholery żyjemy????!!!
Kiedy się obudzimy w kraju, w którym nie tylko symbole maja wymierna wartość ale realne ludzkie życie będzie szanowane i cenione???
Przed chwilą zadzwonił do mnie redaktor Piotr Pacewicz… i "W kategorii "Wywiad" Grand Press wygrał tekst "Zupa z maryśki" - wywiad Piotra Pacewicza z "Gazety Wyborczej" z Dorotą Gudaniec, matką Maksa, pierwszego dziecka leczonego w Polsce marihuaną medyczną.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19326291,dzis-rozdanie-nagrod-grand-press-przedstawiamy-nominowane-teksty.html#ixzz3txAFyHmj
Rozczuliłam się, pogratulowałam i… zrobiło mi się smutno….
Po wielu miesiącach walki nadal trzeba brać udział w cholernej farsie… Polska udaje, że dba o Maxa i innych pacjentów a ja udaję, że żyję w normalnym kraju :(
Po fali medialnego zainteresowania teraz wszyscy udają, że nie ma tematu… Minister zdrowia ma nas w poważaniu, politycy nie odbierają telefonów…. Kuczyński się obraża, Syczewska nadal szczuje ludzi…
Pacjenci nadal leczą się nielegalnie… i jest jak jest chociaż miało być tak pięknie…
Jutro mam się spotać w Sekmie z Piotrem Marcem( Liroy) , z Pawłem Kukizem i z KOrnelem Morawieckim… Czy jednak panowie mimo umówionego spotkania poświęcą czas i uwagę Maxowi i mi?
Oby…
piątek, 4 grudnia 2015
Maxiowy kryzys…a nawet załamanie...
Dzisiaj mam już o niebo spokojniejszy dzień , więc postanowiłam utrwalić historię ostatnich dni…
Max przeżył jeden z najpoważniejszych kryzysów zdrowotnych… Zdecydowanie najpoważniejszy od czasu leczenia medyczną marihuaną…ale po kolei.
Jak wiecie w zasadzie od lipca nie mamy Bedraconu i Bediolu… właściwie bo oficjalnie.. na szczęście dzięki Andrzejowi Dołeckiemu mieliśmy zapas leku …ale do pewnego czasu… i to się skończyło.
Ponieważ Max i ta od dłuższego czasu terapię ma opartą o CBD to w sytuacji totalnego braku Bedrocanu zaczęliśmy nieco kombinować …na różne sposoby… dawki, konfiguracja olei i skład….
Będąc w Świnoujściu podałam Maxiowi nowy olej o proporcjach, które budziły wiele nadziei…
Zdobyłam olej o proporcjach 25 % CBDa i 25 % CBD… Tatuś zrobić cudne czopki i….MASAKRA!!
Po pierwsze te czopki samoczynnie się z Maxa ewakuowały… początkowo wyglądało to tak jakbym miała pecha i każdy czopek zderzał się z Misiową kupką… ale po kilku razach było to mocno zastanawiające… To był pierwszy sygnał, że coś nie halo jest ….
O tym, że te czopki są bardzo kiepskie przekonaliśmy się w nocy… czopek o północy spowodował istny szał Misia… Max dosłownie chodził po ścianach…
Tej nocy nastąpił pierwszy poważny napad…
Rano kolejny.. i z każdym dniem coraz więcej, mocniej i groźniej drgał…
Max przeżył jeden z najpoważniejszych kryzysów zdrowotnych… Zdecydowanie najpoważniejszy od czasu leczenia medyczną marihuaną…ale po kolei.
Jak wiecie w zasadzie od lipca nie mamy Bedraconu i Bediolu… właściwie bo oficjalnie.. na szczęście dzięki Andrzejowi Dołeckiemu mieliśmy zapas leku …ale do pewnego czasu… i to się skończyło.
Ponieważ Max i ta od dłuższego czasu terapię ma opartą o CBD to w sytuacji totalnego braku Bedrocanu zaczęliśmy nieco kombinować …na różne sposoby… dawki, konfiguracja olei i skład….
Będąc w Świnoujściu podałam Maxiowi nowy olej o proporcjach, które budziły wiele nadziei…
Zdobyłam olej o proporcjach 25 % CBDa i 25 % CBD… Tatuś zrobić cudne czopki i….MASAKRA!!
Po pierwsze te czopki samoczynnie się z Maxa ewakuowały… początkowo wyglądało to tak jakbym miała pecha i każdy czopek zderzał się z Misiową kupką… ale po kilku razach było to mocno zastanawiające… To był pierwszy sygnał, że coś nie halo jest ….
O tym, że te czopki są bardzo kiepskie przekonaliśmy się w nocy… czopek o północy spowodował istny szał Misia… Max dosłownie chodził po ścianach…
Tej nocy nastąpił pierwszy poważny napad…
Rano kolejny.. i z każdym dniem coraz więcej, mocniej i groźniej drgał…
Do tego doszła pełnia księżyca, klująca się infekcja wirusowa, moja skręcona kostka i konieczność powrotu do domu … Tia..zmiana klimatu nie posłużyła….
Po powrocie do domku próbowaliśmy sytuację opanować ale zdawało się, że nic nie działa… z każdym dniem było coraz gorzej a noce były po prostu tragiczne…
W dużym stopniu mam zal do Polski za kretyńskie przepisy, za brak woli pomocy pacjentom, za prawo albo brak prawa korzystnego dla pacjenta…:(
Gdybym miała dostęp do leków na bieżąco to by do tej sytuacji nie doszło:(
Tymczasem…. sami na własna rękę szukaliśmy rozwiązania…
Czopki CBD podawane co 3 godziny, nawodnienie+witamina C, badania laboratoryjne, kontakt z doktorem Bachańskim, doraźne podanie relsedu oraz leku przypisanego przez dr Bachańskiego… i uffff…dzisiaj w końcu prawdziwy przełom…
Max znowu się uśmiecha ( choć bardzo nieśmiało ) , bryka sobie w swoim akwarium, i choć długo potrwa pełny powrót do formy to i tak uważam, że nie ma i nigdy nie było lepszej terapii niż medyczna marihuana. Jeśli uda nam się osiągnąć normalność w kwestiach medycyny kanabisowej to takie sytuacje nie będą miały miejsca a dzieci nie będą cierpiały…
poniedziałek, 30 listopada 2015
Przesłuchanie w Sądzie Lekarskim i coś o energii
Często jestem pytana skąd czerpię energię…? pisałam już o tym wiele razy…Max jest moją największą motywacją ale to tylko część prawdy….
Motywację czerpię z wizji…. mam wizję normalnego życia w normalnych warunkach w normalnym kraju.
Moja motywacja bierze się z niezgody na ponurą rzeczywistość w której ludzkie życie jest ograbione z godności i to w świetle prawa !
Może mi ktoś zarzucić przesadę…. proszę bardzo niech zarzuca…mam swoje argumenty i postaram się je wyłożyć…
Mówi się o prawach człowieka do ochrony zdrowia i życia…- mówi o tym nasza Konstytucja w paragrafie 68 ( o ile mnie pamięć nie zawiodła ) …i co? i się TYLKO mówi…
Moje życie zostało zdeterminowane walką o normalność mojego dziecka…reszta to skutek uboczny.
Patrzę na słodka bzie Maxa i zastanawiam się co takiego powoduje, że procedury są ważniejsze niż zdrowie i życie..
Oczywiście procedury są potrzebne.. nie jestem anty wszelkim regulacjom ale regulacje mają służyć ludziom a nie ludzie regulacjom. Coś się w tym zakresie powywracało…
Zostałam wezwana do osobistego stawiennictwa w Sądzie Lekarskim… Proceduralne próby uwalenia dr Bachańśkiego są rozgrywane na wielu płaszczyznach… może to i dobrze bo w końcu nie wszyscy i nie wszędzie są kumplami Syczewskiej…
16 grudnia stawię się na przesłuchaniu i całym sercem będę wspiera doktora. Ufam ( oby nie naiwnie ), że sprawiedliwość i etyka lekarska weźmie górę. Ta wiara w etykę i przyzwoitość też mnie nakręca… Podkopanie tej wiary zabiera mi energię… Ostatnio niestety częściej moja wiara kopa dostaje ale szczęściem ta moja wiara jest mocna i taka wypasiona..na tyle, że od kilku kopów nie pada na twarz…
Ok.. rozpisałam się ale to dlatego, że Max ma kryzys…w takich chwilach tylko ta wiara trzyma mnie przy zmysłach …wiara, że w końcu będę leczyła Misia legalnie i bezpiecznie …w sumie jestem na legalu ale możecie mi wierzyć…do dupy z takim legalem!!
Ze wzmożoną energią będę walczyła o normalność, godność, prawo wyboru….
Tak mi dzisiaj smutno…bo Miś jest smutny (
Motywację czerpię z wizji…. mam wizję normalnego życia w normalnych warunkach w normalnym kraju.
Moja motywacja bierze się z niezgody na ponurą rzeczywistość w której ludzkie życie jest ograbione z godności i to w świetle prawa !
Może mi ktoś zarzucić przesadę…. proszę bardzo niech zarzuca…mam swoje argumenty i postaram się je wyłożyć…
Mówi się o prawach człowieka do ochrony zdrowia i życia…- mówi o tym nasza Konstytucja w paragrafie 68 ( o ile mnie pamięć nie zawiodła ) …i co? i się TYLKO mówi…
Moje życie zostało zdeterminowane walką o normalność mojego dziecka…reszta to skutek uboczny.
Patrzę na słodka bzie Maxa i zastanawiam się co takiego powoduje, że procedury są ważniejsze niż zdrowie i życie..
Oczywiście procedury są potrzebne.. nie jestem anty wszelkim regulacjom ale regulacje mają służyć ludziom a nie ludzie regulacjom. Coś się w tym zakresie powywracało…
Zostałam wezwana do osobistego stawiennictwa w Sądzie Lekarskim… Proceduralne próby uwalenia dr Bachańśkiego są rozgrywane na wielu płaszczyznach… może to i dobrze bo w końcu nie wszyscy i nie wszędzie są kumplami Syczewskiej…
16 grudnia stawię się na przesłuchaniu i całym sercem będę wspiera doktora. Ufam ( oby nie naiwnie ), że sprawiedliwość i etyka lekarska weźmie górę. Ta wiara w etykę i przyzwoitość też mnie nakręca… Podkopanie tej wiary zabiera mi energię… Ostatnio niestety częściej moja wiara kopa dostaje ale szczęściem ta moja wiara jest mocna i taka wypasiona..na tyle, że od kilku kopów nie pada na twarz…
Ok.. rozpisałam się ale to dlatego, że Max ma kryzys…w takich chwilach tylko ta wiara trzyma mnie przy zmysłach …wiara, że w końcu będę leczyła Misia legalnie i bezpiecznie …w sumie jestem na legalu ale możecie mi wierzyć…do dupy z takim legalem!!
Ze wzmożoną energią będę walczyła o normalność, godność, prawo wyboru….
Tak mi dzisiaj smutno…bo Miś jest smutny (
CZD nadal szczuje pacjentów
W piątek dostałam od CZD pismo…lekko mnie szokuje.. Pismo w którym właściwie jestem przesłuchiwana… ale ok.. sami oceńcie.. Dostałam i ładnie odpisałam…
Szanowny Panie Doktorze,
Nie rozumiem tego pisma - przecież wszystko dokładnie wyjaśniłam Panu w rozmowie telefonicznej. Rozumiem, że jest Pan obligowany M.Syczewską, zatem ponownie Panu odpowiem, posługując się wpisem na moim blogu wraz z uzupełnieniem o to, czego na blogu nie pisałam:
- Odpowiadając na Pana pierwsze pytanie: TAK, przekazałam wnioski (już bezużyteczne) Pani Paulinie Janowicz, ponieważ jechała na wizytę do Pana. Poprosiłam ją o przysługę ze względu na to, że nie jestem w stanie kursować na trasie Stanowice-Warszawa trzy razy w tej samej sprawie.
- W okresie od 3 września, od kiedy miałam recepty i podpisane wnioski - szukałam apteki. Nie jest to niestety proste: większość aptek nie realizuje zamówień takich, jak te na Bediol czy Bedracon. Kiedy okazało się, że apteka wyraziła zgodzę na realizację recepty, to ta okazała się być wystawioną na niewłaściwym druku. W dniu 7. października, w dniu pikiety pod CZD, osobiście przepisał Pan receptę na właściwym druku. Całe szczęście, że tego samego dnia pan poseł Andrzej Dołecki podarował mi 30 gramów suszu Bedracon - dzięki temu byłam zabezpieczona w niezbędny dla mojego syna, Maximiliana, lek. Złożyłam receptę do realizacji, jednak nie nazajutrz. Nie przypominam sobie również Pana informacji o innej aptece. Kiedy trafiłam ponownie do apteki, która była gotowa zrealizować receptę, okazało się, że termin realizacji wyniesie 4 miesiące (załączam zdjęcie dokumentu, który to potwierdza). Zwrócono mi wówczas uwagę na fakt, że w tym czasie wnioski o import docelowy przestaną być aktualne: stracą ważność.
- Na to pytanie odpowiedziałam wyczerpująco powyżej, Panie Prokur...o, przepraszam! Panie doktorze.
- Szanowny Panie Doktorze: oczywiście, że stosuję terapię zgodnie z zaleceniami lekarza - Pana oraz Pana dr. Marka Bachańskiego. Przekazałam już Panu cały schemat postępowania i nadal go utrzymuję. Nie jest to jednak w żaden sposób schemat eksperymentu medycznego, ponieważ nic mi o żadnym eksperymencie nie wiadomo. Przypomnę, że przekazałam już Panu dokładnie wszelkie szczegóły prowadzonej terapii i Pan podtrzymał leczenie mojego syna w każdym detalu, nie podając ani jednej sugestii własnej.
- Przypominam, że w dniu 19. sierpnia br. pokazałam Panu dzienniczek napadów - dołączyłam go również do dokumentacji w Prokuraturze. Aktualnie prowadzę zapiski w osobistym kalendarzu - chętnie podzielę się nimi z Panem w dniu 11. grudnia, podczas umówionej wizyty.
Proszę również o przekazanie mi wyników badania krwi, które zostało przeprowadzone w celu poznania poziomu kannabinoidów, gdyż do dzisiaj nie otrzymałam tego wyniku.
Poniżej część mojego wpisu na blogu - całość, jak sądzę, jest Państwu prawdopodobnie dobrze znana:
Dostałam zaświadczenie na piśmie ( bo ustnie nie uwierzyłam !!) że czas realizacji zlecenia wyniesie około 4 miesięcy!!!!!!!
To jest dowód… ale w sumie nie tym chciałam pisać…
Max znowu ma nasilone napady… bo do jasnej cholery 2 tydzień jesteśmy bez THC!!!! i co ma do diabła zrobić? Dołecki już niczego nie przemyci bo nie jest już posłem….
Czy znowu mam nagrać dramatyczny apel do PAD ? a może do pani premier Beaty Szydło? a może do Pana BOGA SAMEGO?
Moje szczęście polega na tym, że po roku intensywnej terapii doszliśmy do etapu w którym organizm Max jest już mono wysycony i dość stabilny ale na litość boska? czy ma się cieszyć z tego , że dziecko ma na dobę 1-2 paskudne napady toniczno kliniczne z bezdechem skoro może mieć jeden taki napad w tygodniu albo i rzadziej??
Boże drogi!! zrób coś z sercami i umysłami naszej władzy politycznej bo w jej rękach leży los Maxa i tysięcy Maxów! Ludzie cierpią albo umierają, nie cierpią i stają się przestępcami!! DLACZEGO???? Co takiego jest, że człowiek człowiekowi woli być wilkiem albo raczej sępem żerującym na nieszczęściu ? Dlaczego od zdrowia i życia moje dziecka ( Twojego też ) ważniejszy jest interes polityczny,farmaceutyczny czy mafijny?
Kilka dni temu odbyła się konferencja naukowa na której jeden pan profesor nawoływał rodziców chorych dzieci aby nie kupowali marihuany do ich leczenia na czarnym rynku… a ja się pytam…..GDZIE ZATEM MAMY JĄ KUPOWAĆ?
Chcę normalności, chcę empatii, chcę móc decydować i nie musieć kombinować.
Czy tak dużo chcę?
Kto pochyli się nad naszym losem ?
Taką odpowiedź uzyskał dr Kuczyński…a właściwie M.Syczewska… cała ta sprawa świadczy o tym, że Syczewska chyba powołała spec zespół zajmujący się śledzeniem wpisów na blogach i Facebooku pacjentów robionych na szaro. Mam nadzieję, że niebawem pani zostanie zwolniona z pełnienia tak zaszczytnego stanowiska jakim jest dyrektor IPCZD bo jest zwyczajnie niegodna tej funkcji
Subskrybuj:
Posty (Atom)

