Codzienne życie z epilepsją, Zespołem Downa, rodziną i medyczną marihuaną. Przemyślenia, doświadczenia, fakty i opinie. Miejsce, gdzie można zostawić kawałek wiedzy i kawałkiem wiedzy się poczęstować. Tu ładujemy sobie nawzajem baterie i robimy, co możemy (wspólnie), aby leczenie MM było legalne, ogólnodostępne i tanie.

wtorek, 31 marca 2015

TO OLEJ JEST RARTUNKIEM !!!!!

 j video

Nadeszły ciężkie momenty dla Maxa. Do tej pory wszystko było jak w bajce – niemalże całkowita redukcja ataków i doskonały rozwój.  Jednak prawdopodobnie z powodu drastycznego załamania się pogody ataki epilepsji wróciły. Max jest meteopatą:( Dostaję sygnały o pogorszeniu się stanu również innych małych i dużych pacjentów w tym czasie dlatego wiążę to z tak ekstremalnym załamaniem się pogody. Napady nie są tak straszne i tragiczne jak przed MM ale są. Max nie przeżywa tego tak jak przed MM, między atakami jest uśmiechnięty. Taka pogoda ma się utrzymać jeszcze przez kilka dni. Tej nocy przeżyliśmy ciężkie chwile. Nastąpił nawrót choroby a my wciąż nie mamy stałego i łatwego dostępu do prawdziwego i sprawdzonego leku – oleju z konopi! Ratujemy się  kwiatami i masłem z Bediolu i Bedrocanu...ale czy damy radę? Przy tak złej pogodzie i stanie Maxa wątpimy bo to jest za słabe lekarstwo na tak ciężką postać padaczki. Tak naprawdę to OLEJ Z KWIATÓW I LIŚCI KONOPI jest RATUNKIEM DLA MAXA a OLEJ JEST NIELEGALNY!  Max jest pacjentem z najgorszymi i różnymi formami epilepsji. Do powstrzymania ataków nie wystarczy olej z CBD, jemu potrzeba THC I CBD włącznie. Bez wspólnej kombinacji tych kanabinoidów nie ma szans na normalny rozwój!  Nie chcę faszerować go lekami, które niszczą jego organy i hamują jego rozwój a co najważniejsze doprowadzają do śmierci. Dlaczego do takich lekarstw, które zabijają mam refundowany dostęp a do leków, które nie mają nieodwracalnych skutków ubocznych i są najprawdopodobniej najbezpieczniejszymi lekami na ziemi z tak skutecznym działaniem grozi mi długoletni wyrok ?

Pytam. Dlaczego? Dlaczego nie możemy ratować siebie i swoich bliskich? Dlaczego ratując życie mamy być przestępcami? Kto ma prawo odebrać innym nadzieję  na zdrowie? NIE! To nie NADZIEJĘ bo to  FAKT POTWIERDZONY I OCZYWISTY! Dlaczego nie mogę  kupić OLEJU i ratować mojego syna? Czy mam podejmować decyzje o wejściu na drogę przestępstwa? Czy mam być zrównana ze złodziejami, mordercami, oszustami i innymi typami spod ciemnej gwiazdy, do których moja osoba w ogóle nie pasuje? Czy mam stanąć przed Sądem i  przyjąć karę bo chcę ratować dziecko od śmierci?

Kto ma prawo zrobić ze mnie i innych PRZESTĘPCÓW? My walczymy o życie swoje i swoich bliskich!

Chcę  LEGALIZACJI KONOPI DO UZYTKU MEDYCZNEGO I NORMALIZACJI ŻYCIA I STANDARTÓW Z NIM ZWIĄZANYCH! ŻĄDAM  SZACUNKU DO ŻYCIA I ZDROWIA LUDZKIEGO,  ŻĄDAM WOLNOŚCI WYBORU!  ŻĄDAM OLEJU A NIE PÓŁŚRODKÓW! Czy to tak wiele?

Nie chcę faszerować go lekami, które niszczą jego organy i hamują jego rozwój a co najważniejsze doprowadzają do śmierci a haj po nich jest nieporównywalnie większy niż do tak zdemonizowanego THC? Od wczoraj jest naćpany  RELSEDEM czyli RELANIUM.......

Nienawidzę jej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Z całego serca z całęj mocy.. nienawidze padaczki i tego co robi...z Maxem, ze mną z nami....  czuję taką bezsilnośc kiedy spada ciśnienie, kiedy wieje wiatr.. kiedy  tak strasznie wieje...
Dzisiaj mieliśmy ewidentny kryzys.. cały dzień maxowi przebijały sie małe napady ale jakoś spokojna względnie byłam bo w końcu wiem jak na Miska działa  pogoda...meteopata mały...:(
Ale nie  spodziwałam sie tego co nastąpiło... wrócił koszmar najgorszy jaki może  matka przeżyć patrząc na dziecko...
napady ssie tak cholernie nasiliły...co 2 minuty...jak  w trakcie porodu... tylko  rodziły sie kolejne i kolejne i kolejne napady...
Okazało się, że nawet relsedu w domu nie mam...bo i po co? w końcu prawie pól roku był spokój!  cholerna padaczka nie miała szansy podnieść łba...aż do dzisiaj.. kiedy  podniosła i do tego wyszczerzyła kły!!!!
Mój Mały Książę, mój  Bohater na szczęście teraz śpi... nie obyło się bez pogotowia ratunkowego. Przyjechali, posłuchali o cannabisie i megadawkach...tak, meeeeega dawkach.. podali relsed i nie mogli wyjść z podziwu patrząc jak sie  Misiuio wycisza i w końcu odpływa w krainę długich koszul...
Nie zabrali Go do szpitala - w sumie to była moja decyzja  - oby dobra!!! - ale jak dzięki  podaniu leku i ogromnych ilości cannabisu Miś w końcu  zasnął a pulsoxymetr pokazuje dobrą saturację i miarowe tętno pai doktor sama uznała, że zawsze  mogą przyjechać drugi raz...
Miś śpi...  cyferki migają  a ja bede czuwała  do rana, do obudzenia.. do spokojnego świtu.. bo cóż innego mogę zrobić? czuwać i się modlić... co chwilkę masełko do dzióbka wkładać  i czekać aż się rozpłynie i wchłonie kannabinoidy...
Śpi .. ufam, że jak sie obudzi to  tylko Miś a nie  padaczka.., że mózg odpoczywa i zbiera siły...
tak  bardzo juz nie chce pamiętać jak było kiedyś.. tak bardzo, że prawie zapomniałam.. ona nie chce jednak zapomnienia... przypomina, że jest i że nadal potrafi być groźna..  podstępna i nieprzewidywalna...cholerna padaczka...