Blog poświęcony Maxowi, epilepsji i medycznej marihuanie.

Codzienne życie z epilepsją, Zespołem Downa, rodziną i medyczną marihuaną. Przemyślenia, doświadczenia, fakty i opinie. Miejsce, gdzie można zostawić kawałek wiedzy i kawałkiem wiedzy się poczęstować. Tu ładujemy sobie nawzajem baterie i robimy, co możemy (wspólnie), aby leczenie MM było legalne, ogólnodostępne i tanie.

wtorek, 21 lutego 2017

Mordor mami a my czekamy

Rano znowu ruszam do Mordoru... (Sejm ) 

W czwartek będzie kolejne posiedzenie Komisji Zdrowia : 

Rozpatrzenie i zatwierdzenie projektu formularza notyfikacyjnego w sprawie notyfikacji poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych (druki nr 812, 812-A i 1270).

Sprawa jest o tyle dziwna, że na ostatnim posiedzeniu Komisji Zdrowia ( KZ ) wszyscy usłyszeli, że notyfikacja nie jest niezbędna. Zatem rodzi się pytanie czy nie jest to kolejna ściema i gra na zwłokę oraz ewidentne i świadome igranie zdrowiem i życiem pacjentów medycznej marihuany (MM ) ?

Jutro , czyli dzień przed posiedzeniem postaram się dowiedzieć co w trawie piszczy i dam Wam znać.

Mi osobiście wyglada to na taki scenariusz ze strony władzy:

My ( Władza ) jesteśmy ZA ale wiecie... będąc członkiem UE musimy być w zgodzie z jej prawami.

Dla pacjentów niestety może to oznaczać kolejne miesiące a być może lata w zawieszeniu.

Zawieszeniu, które skutkować będzie rozkwitem czarnego rynku, strachem, upokorzeniem a co najgorsze brakiem możliwości podjęcia leczenia wspierającego proces powrotu do zdrowia w sytuacji najcięższych chorób.

Chciałoby się zapytać...Panowie o co wam chodzi?
Chcecie naprawdę pomóc czy chcecie sobie pijar robić kosztem ludzkiego życia?

Dajcie nam w końcu jasny przekaz i przestańcie mydlić oczy....

Tymczasem u nas fajnie jest :)

Max zakończył trzeci turnus u dr Vela.
Wykonał gigantyczną pracę i to już przynosi skutki.
Maxio jest coraz aktywniejszy, sztuki wyczynia wręcz karkołomne :)
Jestem głęboko przekonana, że ten rok będzie przełomowy i Misiunio stanie w końcu na własnych nóżkach :)
redukcja napadów nam się utrzymuje. Po ciężkim dość początku roku aktualnie tylko katar Misiowi troszkę dokucza.
nadal jesteśmy na dawce:
CBD 24 mg/kg
THC 2 mg/kg ( w przybliżeniu )
CBG 10 mg na dobę



Zainteresowanym jak wygląda terapia u Vela dedykuję krótki filmik :

video


Powiem Wam jeszcze, że ukraińscy lekarze są za leczeniem MM. Ciekawe skąd taka obstrukcja w Polsce





ps. Niemcy przeszli jednak notyfikację, ale uproszczoną - 3 miesięczną. Ciekawe jak to będzie z nami?

wtorek, 7 lutego 2017

Napluli nam w twarz i każą się z tego cieszyć :(

Wróciłam do domu. 
Zaraz przytulę się do Misia i opowiem Mu jak znowu nas oszukali. Jak polski rząd ma głęboko w dupie Jego i wszystkie inne chore dzieci, innych pacjentów i tak naprawdę wszystkich obywateli. 
Tych zwykłych, tych co codziennie w pocie czoła i w upokorzeniu budują dobo naszego kraju. Tych wszystkich obciążonych podatkami, tych co się leczyć nie mogą bo system im to uniemożliwia, tych co miesiącami czekają na świadczenia medyczne i na pomoc. 

Jak już w końcu sięgają po ostatnią deskę ratunku i czują ulgę to stają się przestępcami. Ustawa miała to zmienić a tymczasem znowu mamy denny muł. Ustawa w obecnym kształcie już nawet eunuchem nie jest! To kpina i strzał w twarz ludzi, którzy chociaż przez moment zaufali w dobrą wolę rządu.

Zatem jat to będzie wyglądać?

Medyczna marihuana ma trafić do aptek - SUUUPER. Tylko, że...
Po pierwsze musimy ją importować. Skąd? a cholera wie bo na to odpowiedzi nie otrzymaliśmy!
Przez kogo? ! A to już tym bardziej cholera wie bo może to być teoretycznie każdy kto spełni reżim ustawy o prawie farmaceutycznym a dokładnie paragraf 10 tej ustawy. To szeroki zapis dotyczący wprowadzenia na rynek surowca farmaceutycznego lub produkty leczniczego...czyli? ano trzeba będzie spełnić szereg warunków w tym chociażby BADANIA KLINICZNE w reżymie EBM ... Samo złożenie wniosku tego wymaga...
Cały cywilizowany świat wie, że to tak naprawdę niemożliwe... bo się nie opłaca, bo nie da się patentu zdobyć... bo się na tym nie zarobi tak jak na prochach.

Czyli... Każdy może stać się importerem ale tak naprawdę nikt się nim nie stanie.

Komunikat pójdzie , że można sprowadzać ale nie będzie komu i skąd.

Pacjent jak zwykle dostanie kopa w zad a w konsekwencji pójdzie na czarny rynek albo do grabarza go zaniosą!!

Tyle w temacie z mojej strony :(

Rzygać mi się chce !!

Do tego Łanda - wiceminister zdrowia twierdzi, że rodzice sami sobie są winni tego, że nie mają na czas leku w procedurze importu docelowego...

Zatem...
Jestem totalnie rozczarowana, zniesmaczona i rozgoryczona.

Było źle a będzie jeszcze gorzej bo nawet refundację ( choćby kulawą i dla niektórych ) też szlag trafił.

Drodzy pacjenci, drodzy opiekunowie żal mi nas wszystkich bo tylko nieliczni poradzą sobie w takiej sytuacji!

Nie dano nam nawet szansy na choćby iluzoryczne zabezpieczenia naszych praw poprzez wprowadzenie zapisów o terminie dostępności czy procedur w sytuacji niewywiązania się rządu z zapisów tej gównianej ustawy!!

PiS nie dopuścił do powrotu projektu do podkomisji aby popracować jeszcze i chociaż odrobinę nadziei tchnąć w to truchło ustawowe jakim stał się nasz bardzo dobry na początku projekt.

Taki sam ( albo prawie taki sam ) projekt został jednomyślnie przegłosowany przez rząd Niemiec!! Politycy niemieccy potrafili wznieść się ponad podziały ale oni nie mają jedynego wodza!!!
Tam pacjent ma prawo do uprawy, do bezpieczeństwa , do opieki państwa !!!

Mówimy: Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!!!
Teraz nasz własny rząd pluje nam w twarz i jeszcze twierdzi, że to dla naszego dobra!!

Dziękuję za to dobro!! jedyne czego sobie życzę to aby się nasz zafajdany rząd skutecznie odwalił od nas i pozwolił żyć i godnie umierać a nie wegetować i zdychać w upokorzeniu.

Nikomu źle nie życzę ale... spotka Was kara i mam nadzieję, że nie tylko boska!!!


piątek, 20 stycznia 2017

Co wybrać ? Oto jest pytanie....

Mamy sprzeczne komunikaty.

Z jednej strony rząd zapowiada, że w ciągu kilku tygodni ureguluje sprawę medycznej marihuany, a z drugiej strony ciągle słyszymy        z ust polityków i urzędników, że czegoś takiego jak medyczna marihuana nie ma.

Skoro nie ma medycznej marihuany to nasuwa się kilka pytań:
  • co pomaga ludziom stosującym konopie? 
  • skąd biorą się relacje pacjentów, którzy doświadczają ewidentnych korzyści?
  • co zalegalizowały inne państwa pod hasłem "medyczna marihuana"?
  • czym jeśli nie medyczną marihuaną leczą lekarze w światowych klinikach ? 
  • dlaczego po wpisaniu do bazy PUB MED hasła "medical marijuanapojawia się aż 3377 rekordów wyników?
  • dlaczego wiele środowisk pacjenckich zabiega o legalizację?
  • dlaczego istnieje instytucja ICRS - International Cannabinoid Research Society?
  • czym jest Sativex, Epidiolex i inne farmaceutyki na bazie kannabinoidów?
  • co w końcu rząd chce regulować?

Załóżmy jednak, że medyczna marihuana jest (co jest oczywistą oczywistością), chcemy jej status uregulować i dać do terapii tą rośliną dostęp pacjentom.

Przez parlament przetoczyło się już kilka projektów dotyczących medycznej marihuany. Skupmy się na tym ostatnim, który przeszedł najdalej i utknął w Komisji Zdrowia.

Pierwotnie projekt zakładał kilka kluczowych elementów:
  • Narodowy System Monitorowania (nadzór, bazy lekarzy, bazy pacjentów, pozwolenia, etc.),
  • możliwość samodzielnej uprawy rośliny przez pacjenta (pod stosownym nadzorem i na szczególnych warunkach),
  • narodowe uprawy prowadzone przez polskich przedsiębiorców,
  • narodowe uprawy prowadzone przez jednostki naukowe,
  • uprawy przez jednostki pozarządowe (stowarzyszenia pacjentów, fundacje). 
W toku prac poszliśmy na szereg kompromisów:
  • Zgodziliśmy się na brak możliwości samodzielnych upraw,
  • zgodziliśmy się na brak Narodowego Systemu Monitorowania,
  • zgodziliśmy się na brak możliwości powoływania organizacji pacjenckich,
  • zgodziliśmy się na brak możliwości upraw przez organizacje pozarządowe.
Nie możemy się jednak zgodzić na brak POLSKICH UPRAW,                           a rząd chce i tego nam zabronić.

Co nam zatem pozostaje?

Otóż, wygląda na to, że rząd deklarując "załatwienie spraw w ciągu kilku tygodni" chce po prostu kupować susz ziela konopi w innych krajach. Wiemy z całą pewnością, że Holandia nam go nie sprzeda.
Pewnie zaczną sprowadzać z Izraela (wszak Izraelczycy to najlepsi biznesmeni na świecie), z Kanady (CETA) lub z Chin.

Przykre jest to, że zarabiać będą inne kraje, ale to jestem jeszcze w stanie przełknąć. Nie pierwszy to rząd sprzedaje polskie interesy za garść srebrników :( Mnie osobiście przeraża to, że najprawdopodobniej NIC SIĘ NIE ZMIENI!

Aktualnie posiadamy przecież procedurę importu docelowego. Cóż jednak z tego, skoro przechodzi przez nią garstka potrzebujących?
Mamy nawet procedurę refundacji. Cóż z tego, skoro korzystać z niej może jeszcze mniejsza garstka ludzi....?

Obawiam się, że rząd zrobi sobie - znowu kosztem cierpiących osób - marketing polityczny: otrąbi sukces, powie, że zrobił dla Polaków więcej niż poprzednie rządy i sondaże sobie tym samym podreperuje, ale na samym końcu pacjent nadal będzie korzystał z podziemia medycznego, bo zwyczajnie nie znajdzie lekarza  prowadzącego.

Co jest nam potrzebne, aby to zmienić?

Przede wszystkim potrzebujemy spójności w przekazie do ludzi.
Nie może być tak, że Radziwiłł, Pinkas czy Karczewski (sami lekarze) w swoich wypowiedziach odsądzają medyczną marihuanę od czci i wiary, a jednocześnie komunikują chęć uregulowania jej statusu. To jest niedopuszczalne i schizofreniczne!

Panowie! Zdecydujcie się na coś, bo słuchając was człowiek zastanawia się czy robi się z niego durnia, czy już jest durniem.

Po drugie: Ministerstwo Zdrowia MUSI zadbać o informację i edukację lekarzy w Polsce! Tymczasem nie tylko tego nie robi, ale jeszcze nie daje możliwości korzystania z wiedzy innym (środowisko medyczne)!
Prosimy MZ o to, aby przekazało "w dół" informację o II Międzynarodowej Konferencji "Konopie w teorii i praktyce -  medycyna, nauka, prawo", która odbędzie się w dn. 3-4 lutego 2017 roku na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Niestety nie uzyskaliśmy nie tylko pomocy ale nawet odpowiedzi. 

Nie poddajemy się jednak...i piszemy do coraz wyższych instancji. Poniżej wklejam treść maila do naszej pani Premier ( za pośrednictwem pan rzecznik - rzecz jasna ) . Od razu zaznaczam, że NIGDY nie uzyskaliśmy ŻADNEJ odpowiedzi !


Znalazłem dziś w internecie artykuł, w którym czytam:
    "My, jako Prawo i Sprawiedliwość, opowiadamy się za tym, aby lecznicza marihuana była dostępna na receptę w aptekach" – powiedziała we wtorek rzecznik PiS Beata Mazurek. Chwilę później w Kancelarii Premiera premier Beata Szydło zaznaczyła jednak, że do debaty na ten temat dojdzie w Sejmie dopiero wówczas, kiedy zalecą ją eksperci.

I dalej:
    – "Jeśli chodzi o leczniczą marihuanę, myślę, że tutaj ważne jest zdanie ekspertów. To jest ważny temat na pewno, ale też temat trudny, budzący dyskusję. Zawsze w takich sytuacjach bardziej powinno liczyć się zdanie ekspertów niż polityków. Jeżeli eksperci wskażą takie zalecenia, wówczas debata w Sejmie może się odbywać" – powiedziała premier.

Zastanawiam się, jakich ekspertów miała na myśli pani premier. Czy może pana ministra Radziwiłła albo pana wiceministra Pinkasa? Z całym szacunkiem: a skąd wymienieni panowie mieliby mieć wiedzę o medycznej marihuanie? No bo przecież nie ze studiów na polskich uczelniach medycznych. Ilu pacjentom lekarz Radziwiłł albo lekarz Pinkas przepisali marihuanę? Możliwość taką mają, bo istnieje tzw. import docelowy (sami często używają tego argumentu jako dowodu, że sprawa jest w Polsce rozwiązana), ale ile razy oni z tej możliwości skorzystali? Chyba wiele nie ryzykuję, mówiąc w ciemno, że ani razu.
A skoro tak, to może warto byłoby posłuchać, co mają do powiedzenia rzeczywiści eksperci? Lekarze, którzy marihuany używają w swojej codziennej pracy? Domyśla się Pani, że nie są to lekarze polscy. Ale szczęśliwie istnieją kraje, gdzie lecznicze używanie marihuany jest traktowane normalnie, jako jeszcze jedna – często bardzo efektywna – alternatywa. I właśnie z takimi lekarzami warto byłoby się spotkać i porozmawiać. Również po to, żeby przedstawić im swoje obawy i wątpliwości. Wkrótce okazja ku temu zaistnieje we Wrocławiu. 
Na początku lutego odbędzie się konferencja "Konopie w teorii i praktyce - Medycyna, Nauka, Prawo" (http://www.konferencja.fundacjakrokpokroku.org.pl/). Spotkamy się tam między innymi właśnie z zagranicznymi lekarzami stosującymi marihuanę na co dzień w leczeniu padaczki dziecięcej czy w zwalczaniu bólu. Może warto byłoby, żeby partia, której Pani jest rzecznikiem i która deklaruje chęć rozwiązania problemu dla dobra chorych, wysłała na tę konferencję swojego przedstawiciela. Bo my naprawdę nie musimy wyważać tych drzwi, w innych krajach otwarto je już wiele lat temu, skorzystajmy z ich doświadczenia.
I jeszcze jedno: część konferencji będzie poświęcona prawu marihuanowemu. Posłuchamy, jak byli policjanci antynarkotykowi z Anglii i USA oceniają aktualne prawo panujące w większości krajów – to wysokiej klasy fachowcy, którzy po przejściu do cywila mogą mówić szczerze. Ta wiedza też, jak sądzę, byłaby przydatna ludziom tworzącym prawo w Polsce.

Z poważaniem, 
Bogdan Jot

Zastanawiam się zatem.... co wybrać?
Czy zgodzić się na aktualny stan rzeczy, nadal dawać się wkręcać i manipulować, czy jednak twardo stać na swoim stanowisku i nadal konsekwentnie dążyć do prawdziwego uregulowania statusu medycznej marihuany oraz jej pacjentów?

Co wybrać? Jak żyć?
Ktoś ma mądrą radę?

Z całą pewnością byłoby dobrze, gdyby więcej pacjentów zdecydowało się na mówienie o swoich doświadczeniach, ale jak można tego od ludzi wymagać, skoro robią to nielegalnie?


Ci, co zdecydowali się ujawnić spowodowali tak naprawdę dyskusję o medycznej marihuanie, ale to dla rządu i dla MZ nic nie znaczy, z ust prezesa Kaczyńskiego usłyszeliśmy, że "tych kilku pacjentów, którzy tego potrzebują niech sobie z zagranicy sprowadzają...". TYCH KILKU!

Mam wrażenie, że jeśli MY PACJENCI lub ich OPIEKUNOWIE nie ujawnimy się mocniej, to rząd nadal będzie nas marginalizował i lekceważył.

Niebawem wiosna... Może czas na marsz pacjentów?  

Sondaże są już dzisiaj jednoznaczne:


Zatem jeśli MM przynosi ulgę w :

I ma tak niski potencjał uzależnienia:



To o co chodzi, jeśli nie o:


... i to duże pieniądze koncernów farmaceutycznych. 


















wtorek, 17 stycznia 2017

Żywy dowód. Martwy Bohater

Czy dopiero musi ktoś umrzeć, aby wrócił temat medycznej marihuany?
Czy trzeba śmierci młodego, znanego i lubianego człowieka by choć na chwilę oderwać się od "ważnych" spraw i pochylić nad losem człowieka?

Wczoraj kiedy usłyszałam, że Tomek Kalita jest już w lepszym świecie, kiedy popłynęły mi łzy bezsilności i złości pomyślałam: jutro znowu się zacznie głośno mówić o MM.

Nie pomyliłam się :(

Mówią dzisiaj znowu wszyscy... nawet premier Szydło. Znowu padają deklaracje puste niczym wydmuszka na wielkanoc.
Ponoć rząd powoła ekspertów... dobre sobie!! Od wielu miesięcy eksperci są traktowani jak szlam!
Pytam zatem których ekspertów powoła rząd?  Radziwiłła? Pinkasa? kolesi z big farmy?
Ludzi odpowiadających za finanse ? a może  polityków?
Pytam i spodziewam się rzeczowej odpowiedzi... KOGO RZĄD UWAŻA ZA EKSPERTA?

Za kilkanaście dni do Polski przyjadą praktycy medycyny cannabis z Izraela, USA, UK, ze Słowenii.. Przyjadą podzielić się wiedzą, doświadczeniem klinicznym, doświadczeniem naukowym.
Sprowadzamy ich bez wsparcia rządowego, ale dla ludzi z rządu, dla ministrów, dla lekarzy, jako strona pozarządowa udzielamy wsparcia tym, którzy o naszym zdrowiu mają decydować i co???
Ano NIC!!!!

Zaledwie kilku lekarzy się zdecydowało przyjść i wiedzę pozyskać, z polityków TYLKO poseł LIROY  przybędzie ! Inni czasu  nie mają!

Prawie wszystkie towarzystwa medyczne, ministerstwo zdrowia, NIL uzyskali zaproszenie i informację o konferencji na taką skalę i co ??? i NIC!!! w swoim zadufaniu  i podłej arogancji w poważaniu mają wiedzę, światowej klasy doświadczenie i konieczność pomocy pacjentom!!

TYLKO jedno towarzystwo medyczne związane z bólem wysyła swojego przedstawiciela!! TYLKO jeden lekarz będzie na sali !!

Słuchając deklaracji ludzi z rządu słabo mi i niedobrze... jak bardzo trzeba być nieludzkim i nieczułym, aby dopiero w obliczu śmierci kolegi deklarować cokolwiek wiedząc, że to kolejna fala marketingu politycznego ....

Każdego dnia umierają ludzie - anonimowe ofiary chorego systemu, nieludzkich przepisów, chęci zysków i władzy ... Każdego dnia.

Każdego dnia ludzie także odzyskują po kawałeczku zdrowie, wiarę, nadzieję... są to Ci, którzy postanowili iść pod prąd, którzy mieli jeszcze na tyle siły, aby przeciwstawić się chorobie i systemowi.

Markus - chłopiec z guzem pnia mózgu, który żyje prawie pół roku od czasu wyroku śmierci.
Andrzej, który ma wznowę glejaka bo zabrakło mu środków na leczenie, ale żyje 2 lata od wyroku śmierci.
Jakub, który żyje po glejaku ponad 2 lata i nie ma wznowy!
Maciej po glejaku, który wczoraj  zrobił rezonans i jest CZYSTY
Max, który ma kilka napadów w miesiącu zamiast kilkuset dziennie
Krzysztof, któremu poznikały guzy z nerki i z wątroby
Alicja, która po glejaku kończy studia i jest najlepsza na roku
Dominik, który po glejaku cieszy się życiem
Antek, który już nie ma guza na płucu.

Mogę wymieniać długo ludzi, którzy bohatersko żyją i śmierci się nie dają, bo konopie ich wspierają. Konopie, które powinny być dostępne dla każdego pacjenta.

A gdyby tak przyjąć hipotetycznie możliwość, że zachoruje Prezes?
W końcu to starszy pan, prostata może zaszwankować. Rak prostaty to paskudna sprawa dla każdego mężczyzny. Powikłania są jeszcze paskudniejsze...przerzuty do kości, ból ponoć niemiłosierny...

Znam wielu takich panów, jedni cierpią a inni nie..to co ich odróżnia to sposób leczenia. Ci na konopiach lepiej wszystko znoszą.

Nikomu źle nie życzę:( nawet politykom, nawet rządowi, który jak nierząd się zachowuje.
Uczulam Was jednak włodarze!! Też jesteście TYLKO śmiertelnikami! I wasza władza was nie uchroni przed cierpieniem. Wtedy, w obliczu choroby wszyscy się zrównujemy... nie czekajcie na to, dajcie ludziom możliwość godnego życia, godnej śmierci i poczucie godności kiedy myślą o was...

Każda śmierć jest niepotrzebna jeśli można jej uniknąć- śmierć Oli, Kacperka, Julii, Tomaka i wielu innych...
Śmierci nikt nie uniknie jak nadejdzie czas... ale możemy śmierć odsunąć, spowolnić.
Cierpienie nie uszlachetnia.
Brak cierpienia zaś uskrzydla.

Nie umiera ten co w sercach i pamięci naszej.














sobota, 31 grudnia 2016

Nie będę publikowała tego wpisu.. tz. będzie on tu, ale nie puszczę go na FB czy T...

Przeczytają to Ci co zagadają tu  czasami a nie pod wpływem faceboczka :)


Mam kilka refleksji dotyczących najbliższej przyszłości...

Po pierwsze legalizacja...hahah, po pierwsze i po ostatnie w moim życiu.
 Cholera,  od 2 lat wszystko co dotyczy Maxa, mojego życia i mojej rodziny dotyczy tez legalizacji konopi - odwrotnie z reszta też...

Zatem... legalizacja.

Moim zdaniem  do pewnego przełomu dojdzie dopiero na wiosnę. Nie z powodu budzącej się do życia przyrody ale z powodu  kalkulacji politycznych.
nikt chyba nie ma wątpliwości co do tego, że tematu konopi i ich właściwości prozdrowotnych nie da się pod dywan pozamiatać.
Aktualna władza doskonale zdaje sobie sprawę, że temat ten jak juz wypłyną to się go utopić nie da...czy to topienie w szambie obłudy czy to w oceanie pogardy albo w morzy nadziei..  Nie utonie          i koniec.

Wiosna to ostatni dzwonek na wzmorzoną kampanię przedwyborczej propagandy.  Co prawda wybory do samorządów odbędą się dopiero jesienią 2018 roku ale  18 miesięcy to kropla w  morzu kiełbasy wyborczej.  Temat będzie  pociskany od dołu skoro góra na razie ma  ludzi w poważaniu.
Wyobrażam sobie to tak...  zaczynają się uaktywniać lokalni politycy, będzie sporo spotkań w wiejskich świetlicach i na salach   w ośrodkach kultury... kandydaci zaczną się puszyć i obiecywać czego to nie zrobią dla swoich lokalnych  społeczności. Ludzie zaś zaczną pytać o sprawy dla nich ważne. Czy jest coś ważniejszego  dla przeciętnego zjadacza kapusty niż jego zdrowie ? niż drowie jego dzieci czy wnuków?

Przy obecnym kryzysie parlamentarnym przestaje być ważne to co mówią czy obiecują ci z wierchuszki...zacznie być ważne to co mówią i obiecują ci blisko ludzi.

Dzisiaj politykom się juz nie wierzy i to bez znaczenia czy z prawa z czy z lewa. Kompromitacja elity rządzącej jednak potężna jak głęboki jest Rów Mariański.   Ja osobiście straciłam nadzieję na  uczciwe intencje polityków. Nie wszystkich oczywiście ale  tych co mają realny wpływ.   Co z tego, że szeregowy poseł PiS popiera legalizację konopi podczas gdy dostaje nakaz z góry aby zachowywać się tak jak  prezes kazał...

Jaki jest prezes ( koń znaczy się ) każdy widzi....

Nie obchodzi mnie dzisiaj czy to jego osobiste przekonania czy podszepty złych doradców. Konsekwencja jest taka, że prezes na ta chwilę pokazał , że nikt mu nie podskoczy z konopiami i już.

Tak naprawdę to biedny prezes nie wie, że  jego źli doradcy  wiją sobie wygodne gniazdko i  ukręcają interesiki z Izraelem czy Kanadą... , że mają pełną świadomość tego, że z suwerenem już świadomym , oczytanym i z ogromami potrzebami dalej pogrywać się nie da i w końcu te konopie  trafią do aptek. Jednak byznes to byznes...i coś na tym ugrać dla siebie trzeba. To, że straci na tym polska gospodarka/ A KOGO TO ???  ważne , że minister będzie syty a  owcom da się siana... przy okazji prezesa się pogłaska.

Brzydzę się polityką oparta na bezwzględności, chciwości, braku empatii i poszanowania dla ludzi. Oczywiście z ust Pinkasa usłyszeliśmy , że on i jego świta są dawcami nadziei,  że nic innego nie robią tylko  harują na rzecz rodaków. Nie mówi co prawda o szczepionkach wycofanych z UE i Chin ale u nas na siłę i obowiązkowo będą podawane noworodkom, nie mówi ile za to zapłaciliśmy i ile  oni z tego mają  prowizji...coż , ja tego tez nie powiem bo nie wiem jakie stawi prowizyjne obowiązują za 168 milionowy kontrakt na masowe wyszczepianie dzieci...
ten dawca nadziei jakoś nie zauważa losu pacjentów onkologicznych, nie zauważa losu pacjentów neurologicznych  i wielu innych... mów o sobie , że nadziei nie odbiera...

Wracając do moich refleksji....

Konopie zagoszczą w polskich domach na recepty wydawane przez wszystkich lekarzy bo wszelkie ograniczenia minimalizowałyby  biznes dla MZ ( zakup konopi w Izraelu - zamiast polskie uprawy )
Będę drogie  ale może się i doczekają masowej refundacji ( choć w to akurat śmiem wątpić ), legalne nadal nie będą tak jak legalne nie są inne  środki narkotyczne stosowane w medycynie.
Skoro będą drogie to pacjenci i tak  trafią na czarny rynek bo po pierwsze będzie taniej a po drugie najprawdopodobniej będzie lepsza jakość ( doświadczenia z Czech ). Władza posługująca się półprawdami orzeknie, że zapotrzebowanie na legalne  konopie w medycynie jest znikome, więc cały szum jest  sztuczny i ma inne cele.  Posługiwanie się półprawdami jest wygodne i jako narzędzie propagandy bardzo skuteczne. Druga część prawdy będzie taka, że pacjentów będzie przybywać bo świadomość społeczna wzrasta ale z racjonalnych powodów zasilą szarą strefę.

Nie umiem zrozumieć dlaczego ci mniej nastawieni na kasę politycy tego nie dostrzegają?
Może tylko udają, że chodzi im o dobro ludzi?

Wiosna zatem będzie nasza, w lutym II Międzynarodowa Konferencja Konopie w Teorii i Praktyce,
Pomimo szeroko rozesłanych zaproszeń jakoś nie widać zainteresowania ze strony polskich polityków, urzędników i medyków.

Po konferencji usłyszmy, że za późno się dowiedzieli, że mieli inne prace do wykonania, inne spotkania zaplanowane, że to czy owo, tamto czy sramto...

Wiem, że tak będzie bo na okoliczność I konferencji było tak samo...

Skorzystają z tej konferencji ludzie zainteresowani zdrowie swoim czy bliskich... i w ten sposób  my robimy swoje a beton z czasem i tak skruszeje.

Szkoda tylko, że w tym czasie  będzie sporo niepotrzebnych śmierci....

Przemyślenia, refleksje ale i dziesiątki rozmów doprowadzimy też do otwarcia  Centrum Terapeutycznego Max Hemp

To naprawdę wyjątkowe miejsce, w którym ludzie potrzebujący zdobędą wiedzę i nabędą kompetencje, dzięki którym powrót do zdrowia będzie łatwiejszy a czasami możliwy...

Mam też refleksje dotyczące mnie samej... Bardzo mi ostatni czas zmienił sposób myślenia i postrzegania świata.
Stałam się bardziej wrażliwa na hipokrytów i kłamców - wcześniej wierzyłam obligatoryjnie we wszystko co mi ktoś obiecywał. Naiwnie wychodziłam z założenia, że skoro moje słowo droższe od pieniędzy to inni mają tak samo...cóż... słowa ludi u władzy znaczą mniej niż psia kupa... dla mnie to była bolesna lekcja.
Jestem też bardziej asertywna i umocniona w swoich przekonaniach i w swoim dążeniu do celu.
Celem jest zdrowie, życie i godność Maxia  a przy okazji wszystkich innych ludzi... Cel te uświęca środki. Nie mam w sobie zgody na aktualny stan rzeczy i mam w sobie jeszcze sporo pokłady siły aby ten stan zmieniać.

Wiara moja jest już zrównana z pewnością.
Wierzę, że będzie normalnie i jestem pewna, że to nastąpi niebawem ...choć w bólach :)
Wierzę w ludzi i ich serca. W umysły czasami już mi tej wiary brakuje... ale ...damy radę !:)
Wierzę, że t najlepszy kierunek jaki można było obrać... najlepszy obok pasywności, bezradności, roszczeniowości i beznadziejności.
dla mnie lepsze jest  5 minut działania niż 5 minut  głupkowatego dumania.
Dumać trzeba też mądrze i konstruktywnie, staram się tego uczyć.
Trzeba też mieć nieco czasu dla siebie.. postanowiłam dać sobie  3 godziny w tygodniu na  ćwiczenia... :)  Abym wielka nie była musze schudnąć :)

Czasami czuję też samotność, taka przykrą bo w tłumie.. wiem, że  wiele osób wspiera moje i nasze działania ale czasami czuję, że towarzyszy temu ostrożność i jakiś taki  asekuracyjny stan...  Wtedy czuję się jak  taki żołnierzyk co z szabelką na czołg chce uderzyć...
Zaraz potem sobie myślę, że to nie tak..., że ludzie się po prostu boją i ze strachu wola nie uzewnętrzniać swoich poglądów czy postaw.
przykro mi jednak , że tak jest.. :(

Ok,  chyba musze zając się Maxiem... chłopak musi zjeść obiad nawet jeśli mama ma szał pisania...